1/2017


szkoła mistrzów fortepianu 2012

Częściowo zrealizowany ze środków Ministerstwa Kultury w ramach programu operacyjnego "Promocja Czytelnictwa"




12-21 maja 2017 XIX Międzynarodowy Festiwal i XVII Konkurs Sztuki Wokalnej im. Ady Sari

Aplikacja Orkiestrownik na Twoim telefonie!

10 lat Elbląskiej Orkiestry Kameralnej

UWAGA PRENUMERATORZY! ZMIANA KONTA BANKOWEGO!

Kompas skrzypka część I znów w sprzedaży!!!

System gam na skrzypce

O skrzypcach inaczej

Pierwsza w Polsce rockowa szkoła na sekcję rytmiczną na płycie DVD „DRUMS2BASS”.

Sklepy muzyczne RIFF zapraszają na WORKSHOPY „DRUM2BASS”.

Największy na śląsku salon muzyczny Riff


Adam Wojciechowski - Gwiazda polskiej wiolinistyki - numer: 4/2015

Muzykę nową powinno się grać w szkołach, niemniej wskazane by było aby dominowała klasyka w szerokim rozumieniu tego słowa. Można założyć, że skrzypek, który doskonale zagra Mozarta, Beethovena, Paganiniego czy Sarasatego świetnie również wykona muzykę współczesną. W drugą stronę bywa różnie.

ADAM WOJCIECHOWSKI: bardzo trudno się z panią spotkać, dużo pani podróżuje, czy tym razem był to też wyjazd na występy?

KATARZYNA DUDA, wybitna polska skrzypaczka: tym razem nie, ale do końca tego roku czeka mnie sporo podróży koncertowych.

Dokąd?

Już we wrześniu lecimy razem z pianistą Markiem Brachą na Międzynarodowy Festiwal Muzyki Symfonicznej w Algierze. Następnie wyjeżdżamy na dłuższe tournée na Bliski i Daleki Wschód. Będziemy grać między innymi w Bejrucie, Pekinie, Shenyang, Ułan Bator, a także w Pjongjangu w Korei Północnej, do którego zawitam już po raz kolejny. Oprócz tego czekają mnie koncerty w kraju, między innymi wykonanie Koncertu Agaty Zubel z Orkiestrą Muzyki Nowej i Szymonem Bywalcem w NOSPR czy moja ukochana Sinfonia Concertante Mozarta z altowiolistką Kasią Budnik-Gałązką w Filharmonii Gorzowskiej. W ciągu ostatniego roku to będzie już nasza trzecia wspólna kreacja tego genialnego dzieła.

Który z dotychczasowych koncertów wywarł na pani największe wrażenie?

Mam nadzieję, że moje występy wywierają przede wszystkim duże wrażenie na publiczności. Nie jestem w stanie odpowiedzieć panu na to pytanie jednym zdaniem, gdyż przeżyłam wiele koncertów, które głęboko zapadły mi w pamięć. To tak jakby zapytał mnie pan o ulubionego kompozytora. Jest ich wielu. Było sporo koncertów, które zostały w mojej pamięci z różnych przyczyn. Z powodu sali, na przykład. Występowanie w takich miejscach jak między innymi nowojorskie Lincoln Center, Carnegie Hall czy przede wszystkim amsterdamskie Concertgebouw to absolutna nobilitacja dla artysty. Ale pamiętam koncerty także dzięki partnerom, którzy towarzyszyli mi na scenie, a także dzięki różnym okolicznościom towarzyszącym takim wydarzeniom. Na przykład, podczas recitalu, który zagrałam z Markiem w ramach festiwalu „Letnie Koncerty Na Grochowskiej”, organizowanego przez orkiestrę Sinfonia Varsovia, na scenie miałam dwa smyczki. Do ostatniej chwili nie wiedziałam, którym z nich mam grać, jaki utwór, gdyż na dzień przed występem okazało się, że żaden z nich nie był w pełni sprawny z powodów czysto losowych. To raczej nieczęsto mi się zdarza.

Przejrzałem wiele recenzji z pani koncertów. Jest pani w nich określana często mianem muzycznej gwiazdy.

Określenie „muzyczna gwiazda”, które pan cytuje cieszy mnie i mile łechce moje ego. Natomiast uważam, że samo pojęcie gwiazda dotyczące środowiska muzyków klasycznych w Polsce jest przesadą. Tego typu wyrażenie dotyczy raczej pop-kultury i to amerykańskiej. Należałoby sobie zadać pytanie czy polscy muzycy otaczają się szeregiem asystentów, a na koncerty jeżdżą ze sztabem ludzi? Artysta w naszym kraju musi być samowystarczalny. Taka jest rzeczywistość. Czuję się zażenowana, czytając czasem wywiady, w których mowa jest o podróżowaniu samolotami pierwszą klasą, pięciogwiazdkowych hotelach i tym podobne. W polskich realiach, które nasi artyści doskonale znają, takie opowieści brzmią bardziej egzotycznie niż bajki „Z Tysiąca I Jednej Nocy”. Jeżeli te osoby czują się gwiazdami, to raczej one się tylko na takowe kreują. Ja gwiazdą się nie czuję. Natomiast odnosząc się do pana pytania dotyczącego recenzji, to nie ukrywam, że krytyki, o których pan wspomina uskrzydlają i dodają motywacji. Cieszę się, że moja praca, pomysły i zaangażowanie w każdy wydobyty z instrumentu dźwięk zostają docenione i zauważone.

Podczas warsztatów organizowanych tradycyjnie przez fundację „Twoja Muza” w szkole muzycznej w Toruniu uchodziła pani jednak za gwiazdę i wzbudziła sensację.

Praca z uczniami sprawiła mi ogromną radość. Widząc entuzjazm i zaangażowanie młodych ludzi, starałam się dzielić z nimi swoją wiedzą i doświadczeniem, nie licząc się za bardzo z czasem i ze zmęczeniem.

Zgłębiając dzieła dotyczące pedagogiki muzycznej, natknęłam się na stwierdzenie wybitnego pedagoga fortepianu, Henryka Neuhausa, że najlepszym nauczycielem jest czysty pedagog. A więc nie muzyk-praktyk czy koncertujący solista. Moim zdaniem, jest to teza bardzo dyskusyjna. Oczywiście, na wstępnym etapie nauczania, może być to pedagog-teoretyk. Ale już w stopniu gimnazjalnym czy licealnym, nauczycielem powinien być jak najbardziej muzyk praktykujący zawód. A zwłaszcza na kursach muzycznych, które nagminnie są określane jako „mistrzowskie”, powinni się pojawiać najlepsi instrumentaliści, którzy przede wszystkim mają doświadczenie koncertowe i estradowe. Czyli prawdziwi mistrzowie w swoich specjalnościach.

Podczas kursów w Toruniu, największe zdziwienie wzbudziło we mnie ogromne zainteresowane moim systemem wprawek. To wskazuje, że uczniowie są często zostawieni sami sobie z pracą nad podstawowymi elementami techniki skrzypcowej. Obserwuję z niepokojem małą znajomość podstawowych etiud i ćwiczeń, które powinny być dla skrzypka abecadłem i na których bazuje cały warsztat. A tak naprawdę pełna gama możliwości rzemiosła skrzypcowego, poczynając od doskonałego opanowania modelowania dźwięku a kończąc, przykładowo, na intonacji, pozwala na sensowną pracę nad dziełem muzycznym.

W szkołach muzycznych zwykle są dzieci zdolniejsze, bardziej utalentowane od innych, co wiąże się z dużą indywidualnością. Niestety, źle się dzieje, jeśli trafią na nauczycieli, którzy zabraniają im wykazać się tą indywidualnością, a każą „wygrywać nutki”.

Ale co to znaczy zdolniejsze, bardziej utalentowane, z dużą indywidualnością?

Ważną sprawą jest aby nauczyciele potrafili odróżnić dziecko zdolne od utalentowanego! To dwie różne kwestie.

Dzieci utalentowane powinny trafiać do wyjątkowo mądrego ale i świetnego pedagoga i zarazem muzyka, którego cechuje otwarty umysł i doskonała znajomość psychologii. Oczywiście, trudno połączyć te wszystkie cechy w jednym człowieku. Ale wiem, że są takie osoby. Jest wiele teorii w zakresie psychologii o zdolnościach, uzdolnieniach, zdolnościach ukierunkowanych, talentach i wreszcie – geniuszu. Myślę, że to „temat – rzeka”, na osobną rozmowę bądź artykuł. Niemniej, odpowiadając wprost na pańskie pytanie: nie jest tajemnicą, że nauczyciele muszą się trzymać najróżniejszych wytycznych instytucji nadrzędnych. W efekcie końcowym sprowadza się to do tego, że zamiast promować indywidualizm, ściąga się takiego ucznia do tak zwanej „średniej”. I dlatego potrzebny jest silny charakter, inteligencja, ale również samozaparcie, odporność psychiczna, wiedza ogólna, wiedza o stylach muzycznych i szczęście. Dotyczy to nie tylko pedagoga ale przede wszystkim ucznia.

Ja miałam szczęście, gdyż uczęszczając do szkoły muzycznej przy ulicy Miodowej w Warszawie, jednej z najlepszych w kraju, trafiłam na wyjątkową osobę – ówczesną dyrektor, Irenę Kirjacką, która bardzo mi pomogła w chwilach kryzysowych.

Pisaliśmy o niej wcześniej. Ona panią uczyła?

Nie, pani Irena była pianistką. Była niezwykłą osobą i dopóki mogła, czuwała nad moim rozwojem nawet po ukończeniu szkoły. Od początku zwróciła na mnie uwagę i szybko zauważyła, że nauczyciel nie radzi sobie ze zbyt utalentowanym uczniem. Pani dyrektor Kirjacka przyczyniła się do zmiany pedagoga. I to dzięki niej, po 6 latach nauki rozpoczęłam edukację u profesor Magdaleny Rezler-Niesiołowskiej od… pustych strun. Czyli od początku.

Z profesor Rezler pracowałyśmy 5 lat, aż do mojego wyjazdu do Szwajcarii, do Sion. Pojechałam tam na konkurs, w owym czasie był to jeden z 10 najważniejszych konkursów skrzypcowych na świecie. Jako laureatka kilku nagród miałam okazję pracować z profesorem Tiborem Vargą przed koncertami, będącymi konsekwencją tego konkursu. Bezpośrednio po tym profesor zaproponował mi studia w swojej mistrzowskiej klasie. I tak naprawdę tu dopiero zaczęła się prawdziwa szkoła życia i przetrwania w zawodzie koncertującego artysty. Dodatkowych skrzydeł i wiary w swoje możliwości dała mi także praca pod opieką profesora Jana Staniendy.

W tym właśnie numerze „Twojej Muzy” mamy dwainteresujące artykuły o stanie psychicznym muzyka: o tremie Henryka Tritta i artykuł „Chorobliwa nieśmiałość” Joanny Czech o chorobie, jaką jest fobia społeczna, objawiająca się nadmiernym lękiem.

Nie mogę się odnieść do artykułów, których jeszcze nie czytałam. Jednak wkraczamy tutaj z jednej strony ponownie w dziedzinę psychologii, z drugiej zaś strony – w kwestię perfekcyjnego opanowania warsztatu i wiedzy o tym warsztacie. Pierwsze prawdziwe lekcje opanowywania tremy zaczerpnęłam u profesor Magdaleny Rezler, bardzo aktywnej, koncertującej skrzypaczki. Nauczyła mnie umiejętności analizy swojego umysłu i tego, co się dzieje z własnym organizmem podczas występu na scenie. Z drugiej zaś strony możliwości czysto techniczne, wyniesione podczas studiów u profesora Vargi, pozwoliły mi na uprawianie tego zawodu i skuteczne opanowanie tremy.

Jeżeli Polacy studiują w innych krajach, to zwykle do Polski nie wracają.

To prawda. To również temat na osobną, dużą dyskusję bo musielibyśmy zacząć rozmawiać o kondycji edukacji muzycznej, o rynku muzycznym w Polsce oraz przede wszystkim – o stanie kultury muzycznej w naszym kraju. Ja wróciłam z powodów rodzinnych.

Czy na podstawie obserwacji uczestników warsztatów można sądzić, kto stanie się wielkim muzykiem w przyszłości?

Na podstawie tego stosunkowo krótkiego czasu, jaki był przeznaczony na warsztaty w Toruniu mogę powiedzieć, że co najmniej jedna osoba z mojej grupy bardzo dobrze rokuje na przyszłość. Jest obdarzona bardzo dużym talentem. Jednak jej przyszłość zależy od wielu czynników. Ta dziewczynka ma ogromną wrażliwość, muzykalność, niezwykłą chęć grania, pasję i w miarę dużą łatwość techniczną. W zależności od tego, jak będzie prowadzona przez swojego pedagoga, jakie będzie miała środowisko, tak się jej losy ułożą i tak będzie dalej kształtować się jej przyszłość jako muzyka.

U nas zwykle gra się muzykę do XIX wieku. Natomiast rzadziej wykonuje się muzykę współczesną.

Polską muzykę XX i XXI wieku staram się wykonywać i promować możliwie jak najczęściej poza granicami kraju. Na zamówienie moje oraz Orkiestry Muzyki Nowej w Katowicach, Maciej Zieliński i wspomniana już na początku naszej rozmowy Agata Zubel, napisali koncerty na skrzypce i orkiestrę. Nagrałam również płyty z muzyką na skrzypce i fortepian Andrzeja Nikodemowicza oraz dzieła kameralne ze skrzypcami w roli głównej Tadeusza Paciorkiewicza. Sonatę skrzypcową Paciorkiewicza grałam zarówno w Carnegie Hall, jak i Concertgebouw i z radością mogę powiedzieć, że publiczność nowojorska i amsterdamska przyjęła to dzieło bardzo gorąco.

W tym miesiącu będę miała przyjemność grać nigdy w Polsce nie wykonywany Koncert na skrzypce i zespół kameralny Andrzeja Nikodemowicza oraz Koncert Mikołaja Góreckiego.

Warto jednak zwrócić uwagę, iż istnieje niebezpieczeństwo, że wykonawcy nie dysponujący wystarczającym warsztatem instrumentalnym, zaczynają „specjalizować” się w wykonawstwie muzyki nowej. Mnogość efektów specjalnych używanych często w kompozycjach współczesnych może stać się swoistą przykrywką dla braku umiejętności technicznych. Uważam, że muzykę nową powinno się grać w szkołach, niemniej wskazane by było aby dominowała klasyka w szerokim rozumieniu tego słowa: Bach, Mozart, Beethoven oraz klasyka wirtuozerii skrzypcowej. Ważne jest zachowanie proporcji. Niedawno miałam okazję wykonać Koncert G-dur Haydna, co wzbudziło niemałe zdziwienie: „przecież to szkolny koncert”. A proszę zwrócić uwagę, że do najlepszych zespołów orkiestrowych, na egzaminie wstępnym nie wymaga się grania koncertów Brahmsa czy Czajkowskiego. Obowiązkową pozycją dla skrzypków jest koncert Mozarta. Altowioliści muszą zagrać koncerty Stamitza bądź Hoffmeistra, wiolonczeliści – dzieła Haydna. A więc klasyka! Te dzieła obnażają wykonawcę całkowicie. Ja tym bardziej czuję się wyróżniona, że na konkursie w Sion otrzymałam nagrodę specjalną „Prix Mozart”, przyznawaną przez jury za najlepsze wykonanie koncertu Mozarta. Niezależnie od nagrody zostałam zaproszona przez Lozańską Orkiestrę Kameralną do wykonywania Mozarta z tym znakomitym zespołem.

Summa summarum, można założyć, że skrzypek, który doskonale zagra Mozarta, Beethovena, Paganiniego czy Sarasatego świetnie również wykona muzykę współczesną. W drugą stronę bywa różnie.

Fot. Zbigniew Burda

powrót

Krzyżówka
Słownik

Ustaw jako stronę startową

Prześlij znajomym


Książki
Podręczniki
Czasopisma
Płyty CD



2003    2004    2005    2006    2007    2008    2009    2010    2011    2012    2013   

Numer poprzedni




Licznik odwiedzin:

1


Gdzie kupić    Redakcja    Misja    Kontakt   

Zobacz nas w:
facebook logo