3/2010


szkoła mistrzów fortepianu 2010

Częściowo zrealizowany ze środków Ministerstwa Kultury w ramach programu operacyjnego "Promocja Czytelnictwa"




IV Szkoła Mistrzów Fortepianu w Toruniu

System gam na skrzypce

O skrzypcach inaczej

Pierwsza w Polsce rockowa szkoła na sekcję rytmiczną na płycie DVD „DRUMS2BASS”.

Sklepy muzyczne RIFF zapraszają na WORKSHOPY „DRUM2BASS”.

Największy na śląsku salon muzyczny Riff

Telemann odczytany na nowo



Podręczniki szkolne na nowy rok



Album „Kobiety” Rafała Olbińskiego

Czarodziejski flet dla najmłodszych


Telemann odczytany na nowo

- numer: Nowości/

W listopadzie nasze wydawnictwo w biblioteczce „Twojej Muzy” wydało „12 Fantazji na skrzypce solo Georga” Philippa Telemanna. Jest to pierwsza nutowa pozycja, której patronuje „Twoja Muza”. Z autorem opracowania, skrzypkiem, pedagogiem, adiunktem II stopnia warszawskiej Akademii Muzycznej Sławomirem Tomasikiem, rozmawia Elżbieta Mamos Dlaczego zajął się Pan szczególnie muzyką Telemanna? Czy dlatego, że jako skrzypek wykonuje Pan jego kompozycje? Było to na pewno jednym z ważnych motywów, ale nie tylko. Postać Telemanna fascynowała mnie od dawna. Jak wiadomo był on najbardziej płodnym kompozytorem w całej historii muzyki. I choć pisał dobrą, wręcz wybitną muzykę, będąc uwielbianym za życia, to jego szuka nie cieszyła się zainteresowaniem u potomnych, nawet w Niemczech. Być może dlatego, że w swojej twórczości uciekał od przysadzistego niemieckiego baroku, pisząc często muzykę w stylu francuskim, włoskim, a nawet polskim. W niektórych jego kompozycjach, także w Fantazjach pobrzmiewają oberki, polonezy czy krakowiaki, ukryte we włoskich moderatach, allegrach, czy prestach. Telemann bardzo wysoko oceniał również kunszt polskich skrzypków, opisując ich zdolności w swojej biografii. Tym, co bardzo imponuje mi w jego osobowości jest ciągłe, twórcze poszukiwanie własnego ja w muzyce. W późniejszych okresach twórczości zaczął odchodzić od polifonii i form ścisłych, „uśmiechając” się do przyszłej epoki, gdzie królować miała muzyka homofoniczna. W dużej mierze pierwiastki homofoniczne zauważyć można również w napisanych w 1735 roku „12 Fantazjach na skrzypce solo”. Osobiście bardzo cenię muzykę Telemanna za to, że umiał pisać o rzeczach ważnych i pięknych bardzo bezpośrednio, bez budowania fasad i labiryntów. Mówił o wszystkim tak, jak czuł i myślał. Jego skrzypcowe Fantazje są tego pięknym dowodem – wciągają nas w nurt narracji, tętnią życiem i normalnością. W utworach tych jest miejsce na zadumę, zabawę, smutek, miłość, taniec, rozmarzenie. Dlaczego zdecydował się Pan na opracowanie na nowo jego 12 Fantazji? Skąd ten wybór? Przede wszystkim Telemann nie napisał zbyt wielu utworów dla skrzypków, a jego Fantazje są w swoim gatunku najlepsze. Po drugie, jeżdżąc po Polsce z wykładami w wielu środowiskach muzycznych słyszałem opinie, że potrzebne jest nowe wydanie tych dzieł. Opracowania, które są na polskim rynku zarówno krajowe, jak i zagraniczne zawierają dużo błędów i nieścisłości. Do czasu podjęcia pracy nad Fantazjami jako wykonawca i pedagog korzystałem z urtekstowego wydania Bärenreiter-Ausgabe, które, jak sądziłem, wiernie oddawało tekst telemannowski. Ale, jak się okazało i tu znalazły się błędy i niedociągnięcia. Jak długo trwała Pana praca nad Fantazjami? Od momentu, kiedy zacząłem pracować, aż do ukazania się nut w sprzedaży, minął rok. Nie była to praca łatwa, bo wielokrotnie musiałem podejmować decyzje, które dokonywały rewizji zapisów zawartych w innych wydaniach. Przede wszystkim pracowałem w oparciu o kopię manuskryptu wydanego przez Edition Valhall w 2001 roku, którego użyczył mi mój przyjaciel, znany łódzki skrzypek, Mariusz Zieliński. Nuty w nim zapisane przez Telemanna, bądź kopistę (tutaj sprawa nie jest do końca rozstrzygnięta) są notowane drobnym maczkiem, co utrudniało ich czytanie podczas wykonywania na skrzypcach. Z czasem przyzwyczaiłem się do piękna tego zapisu. To było naprawdę żmudne, czasochłonne, ale i pasjonujące zajęcie. Starałem się w tym wydaniu oddać jak najwierniej to, co napisał Telemann. Poprzednie wydania często zmieniały oryginalną artykulację, dynamikę czy ornamentykę, bardziej uwypuklając osobowość wydawcy niż autora. Także we wszystkich wydaniach wykonawczych funkcjonujących obecnie na rynku, tak w Polsce, jak i za granicą zdarzają się tekstowe błędy, czyli inne nuty niż w manuskrypcie oraz subiektywne interpretacje tych niedociągnięć, które zrobił sam Telemann lub kopista przepisujący Fantazje. Podczas swojej pracy uważałem za celowe wyeliminować błędy dotychczasowych edycji, chociaż nieraz musiałem decydować się na korekty własnych decyzji, co do których miałem sporo wątpliwości. Inną ważną kwestią była sprawa doboru odpowiedniej aplikatury i smyczkowań. Czasami wydało mi się, że wybrałem wersję optymalną, tydzień później sam nanosiłem zmiany. Przygotowanie do wydania miało aż 15 korekt. Tekst nutowy sporządził pedagog z warszawskiej Akademii Muzycznej, profesor Jerzy Łukasiewicz i jego współpraca była niezwykle cenna. Czy pisząc, grał Pan to, co zostało opracowane, sprawdzał jak to brzmi? Oczywiście. Zawsze gram to, co zapisuję, nie umiałbym inaczej. Przy tej okazji Fantazje stały mi się bardzo bliskie, grałem je niemal codziennie. Teraz dla mnie te mniej znane: 2, 5, 6, 8, czy 11 są nie mniej piękne niż te często wykonywane. Ale cały czas przygotowując je do druku, starałem się, by były to Fantazje Telemanna, a nie Tomasika. Chciałem odtworzyć i pokazać piękno oryginału, chociaż mam świadomość, że jest to bardzo trudne wyzwanie. Podczas swojej pracy starałem się wybierać takie palcowania i smyczkowania, które mogą być dostępne dla każdego skrzypka, a nawet tego, którego współczynnik umiejętności nie jest zbyt wysoki. Nuty, artykulacja, dynamika, ornamentyka to wyłącznie Telemann, edytor jest po to, by udostępnić ten zapis skrzypkowi, pokazać rozwiązania techniczne. Tak pojmuję rolę wydawcy. Młodzi ludzie korzystają z różnych wydań, grając na przykład na konkursach. Czy możliwa jest w takiej sytuacji obiektywna ocena ich gry? Juror może uważać, że młody człowiek gra błędnie w sytuacji, kiedy on tylko zdecydował się na taki, a nie inny zapis utworu. Najczęściej każdy juror dobrze zna te gorsze i te lepsze wydania i moim zdaniem nie powinien niżej punktować gry kandydata, który korzysta z wydania zawierające niedociągnięcia. Są jednak konkursy, które w informacyjnej broszurze zawierają nakazy z jakiego wydawnictwa winien grać kandydat. Niezastosowanie się do tych instrukcji może grozić grającemu dyskwalifikacją. Dla mnie jako jurora najważniejsze jednak jest to, aby skrzypek grał pięknie. Tym niemniej warto stale podwyższać standardy wydawnicze, w których należy z pietyzmem oddawać zapis dokonany przez kompozytora. Błędy tekstowe występują w wydaniach wielu partytur różnych kompozytorów, stąd nowe, poprawione opracowania i starania wydawców, by maksymalnie zbliżać się do oryginału. Wydanie ma więc swoją wagę. Większość konkursów skrzypcowych, które mają w programie 12 Fantazji Telemanna, jak dotąd polecały kandydatom do korzystania z wydania urtekstowego (pozbawionego smyczkowania i aplikatury) Bärenriter-Ausgabe, które, jak się okazuje, zawiera kilka błędów nutowych (mówię o nich w przedmowie do wydania). Nasza edycja jest, moim zdaniem, od nich wolna. Mam nadzieję, że z biegiem lat zostanie doceniona. Ponadto jest to wydanie dwujęzyczne. Jeżeli się przyjmie, będzie możliwa sprzedaż zagraniczna. Dlaczego zdecydował się Pan na wydanie swego opracowania w tym wydawnictwie, a nie powiedzmy w PWM, znacznie bardziej znanym na rynku? Uważam, że ma to pewien walor świeżości, a poza tym wszelka konkurencja merytoryczna jest cenna. Jeśli nasza edycja jest o około 30–40 procent tańsza od wydań obecnie dostępnych na polskim rynku, to być może studenci będą grać z dobrych nut, a nie z kserokopii. W moim opracowaniu starałem się zamieścić sporo informacji o samym Telemannie i jego dziełach, bo mam świadomość, że tej wiedzy brakuje, a źródła tak polskie, jak i zagraniczne są skąpe. Czy żeby dobrze grać muzykę Telemanna trzeba mieć wiedzę o nim samym? Z tym bywa różnie. Nie zawsze skrzypek, który dobrze zna życie i twórczość kompozytora a w teorii „czuje epokę”, gra jego utwory bardzo dobrze. To kwestia talentu, a on zależy nie tylko od wiedzy. Ale nasze wydanie jest skierowane do wszystkich skrzypków, nie tylko tych najzdolniejszych i w takiej sytuacji te informacje mogą się przydać. Zresztą wiedza jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Kupisz w muzycznej księgarni internetowej: Twoja Muza

Pełen tekst artykułu znajdziesz w czasopiśmie.
Zapraszamy do Prenumeraty oraz Empików
powrót

Słownik

Ustaw jako stronę startową

Prześlij znajomym


Książki
Podręczniki
Czasopisma
Płyty CD



2003    2004    2005    2006    2007    2008    2009   

Numer poprzedni




Licznik odwiedzin:

15795


Gdzie kupić    Redakcja    Misja    Kontakt